Duże jest piękne? Pudło!

W pierwszym felietonie pochyliłem się trochę nad emocjami związanymi z planszówkami. Wspominałem w nim m.in. o radości związanej z otwieraniem nowo nabytej gry i ekscytowaniem się „jeszcze ciepłymi” elementami. Oczywiście dla prawdziwego planszoholika takie chwile nie mogą być niczym innym, jak czystą przyjemnością (chyba że się nie jest prawdziwym planszoholikiem i na przykład marzy się o możliwości grania na jakichś elektronicznych stołach 😉 ). Niestety potem zdarza się, że prędzej, czy później, zaczynamy się czuć delikatnie oszukani. Zwłaszcza, jak mamy już kilka gier na półce i kolejną trzeba gdzieś zmieścić albo chcemy zabrać kilka gier na spotkanie. Wtedy okazuje się, że czynnikiem, który powoduje lekki dyskomfort jest… wielkość pudełka. A dokładniej jego przerost wymiarów nad zawartością. Poniżej spróbuję bliżej przyjrzeć się temu intrygującemu zjawisku. Komentarze w temacie są oczywiście mile widziane 😉

Po co nam pudło?

No właśnie, po co? Po pierwsze, pełni funkcję czysto techniczną – ma za zadanie przechowywać i porządkować elementy gry. Po drugie pełni funkcję informacyjną – jest nośnikiem informacji o grze, jej tematyce, zarysie mechaniki, liczbie graczy, czasie rozgrywki itd. Po trzecie i chyba najważniejsze – pełni funkcję reklamową. Nie bez powodu wydawcy poświęcają tyle uwagi projektowi ilustracji i napisu tytułowego na górnej (przedniej?) stronie wieczka. Nie bez powodu ta przednia strona pobudza naszą wyobraźnię i daje złudzenie, że poczujemy się jak zupełnie jak kolonialny kupiec, dowódca gwiezdnej floty, żołnierz w okopach, albo żądny przygody krasnolud. Bo oto właśnie przed nami może stać jedna z najlepszych planszówek naszego życia i szkoda by było o tym się nie przekonać 😉

Na początku było małe?

Na początku mojej przygody z planszówkami miałem wrażenie, że podejście wydawnictw w kwestii wielkości pudła było następujące – ma być takie, żeby mieściły się w nim elementy gry. Niestety z czasem zaczęto chyba wychodzić z założenia, że gra nie może być wydana w zbyt małym pudle, bo sprawia wrażenie zbyt… małej. Skoro klient płaci za grę całkiem niemałe pieniądze (dla osób przyzwyczajonych do cen „Chińczyka” lub standardowej talii kart w kiosku 100 zł za grę na początku rozwoju planszówkowego rynku w Polsce było zapewne szokujące), to nie może mieć poczucia, że kupił nędzne kilka żetonów i kart, jakąś planszę i instrukcję. A najprościej było zwiększyć pudło, w razie potrzeby wrzucając do środka plastikową wytłoczkę lub pogięty kawał tektury, żeby ładnie maskowały sprzedawane w pakiecie powietrze. Tendencja ta dotknęła także kolejne edycje uznanych tytułów, które kiedyś były wydane w zgrabnym pudełku, a teraz musiały już dostać odpowiednio dużą pudełkową oprawę, np. Through the Ages.

Ważne, że kupiłeś…

Efekt reklamowy dużego pudła z grą ma zapewne największe znaczenie przy bezpośredniej sprzedaży, najlepiej w samoobsługowym sklepie, w którym gracz nie ma kontaktu z kompetentną w obszarze gier obsługą. Dobrze by przy tym było, żeby kupujący przyszedł do sklepu bez wiedzy żadnej o leżących na półkach produktach, tylko chodził, oglądał, czytał informacje i na tej podstawie podejmował decyzje o ewentualnym zakupie. Nietrudno się domyślić, że jeśli ma do wyboru dwie podobne do siebie gry, w podobnej cenie, atrakcyjniejsza będzie ta wydana w większym pudełku. Tylko że dziś żyjemy w czasach elektronicznej komunikacji i łatwego dostępu do wszechstronnych informacji o grach. Gracz, który trochę się danym tytułem zainteresuje, bez problemu znajdzie na jego temat wystarczająco dużo informacji i opinii, by wielkość pudła nie była (nawet nieświadomie) jednym z ważniejszych czynników decydujących o zakupie. Ponadto duża część zakupów planszówek i karcianek dokonywana jest przez Internet, gdzie fizyczne rozmiary nie mają znaczenia, ponieważ są trudne do przedstawienia.

…a dalej to już sobie radź sam.

Pomijając już kwestie w jaki sposób pudło z grą do nas trafi, zobaczmy co się dzieje dalej. Oczywiście prędzej, czy później gramy. Ale większość czasu gra spędza sobie w pozycji leżącej na półce. Wszystko fajnie, gdy mamy jedną lub dwie gry i dużo miejsca, które możemy do ich przechowywania wykorzystać. Wtedy rozmiar nie ma dla nas znaczenia. Ale jak kupujemy sobie dwudziestą grę, a miejsce na gry mamy na dwóch szafach? Ja tak mam i wierzcie mi, często sama świadomość, że gra jest wydana w bardzo dużym pudle automatycznie hamowała mój zapał do kupna. Ewentualnie wstrzymywałem się z zakupem do czasu pozbycia się jakiejś innej gry z kolekcji. Kolejna kwestia to noszenie gier na spotkania. Nieraz irytowało mnie, że do sportowej torby, którą z powodzeniem wykorzystywałem do 2-dniowych delegacji ledwo udało mi się wcisnąć jedynie 3 pudełka z grami. W efekcie wybierałem się na całodniowe granie (mam tu na myśli rzadziej występujące wydarzenia planszówkowe) tylko z 3 grami. Często były to spotkania, na które szedłem na żywioł, bez umówienia się na konkretne tytuły. W związku z czym większa liczba tytułów w torbie oznaczała większą szansę, że uda się pogodzić gusta różnych graczy i w coś pograć. Oczywiście jeśli dana gra została w domu, to przez to nie miałem szansy komuś jej pokazać i ten ktoś nie miał okazji się nią zainteresować i ewentualnie potem jej kupić. Czyli wydawca wkładając elementy do dużego pudełka zmniejszał sobie potencjalne możliwości promocji tytułu wśród graczy.

Kto za to płaci?

Trudno mi uwierzyć, że ze względów kosztowych rozmiar pudła z grą nie większego znaczenia. Pomijam już fakt, że większe pudło to więcej tektury i większa powierzchnia do zadrukowania. Ważniejsze są koszty transportu i magazynowania, bo przecież duże pudła zajmują więcej miejsca i można ich mniej zmieścić w danej przestrzeni. A im większe koszty wyprodukowania gry i dostarczenia jej do sklepu, tym wyższa ostatecznie cena. Nie muszę chyba tłumaczyć, kto za to wszystko płaci. Wiadomo: pan, pani, społeczeństwo.

Wbrew obecnym trendom

Co ciekawe, wydawanie gier w za dużych pudełkach stoi w opozycji do obecnie stosowanego podejścia kompaktowości produktów. Pamiętam, jak jakieś -naście lat temu kupiłem sobie oryginał gry na PC pt. Baldur’s Gate. Plastikowe pudełko z płytami CD, instrukcja, poradnik i plakat były wrzucone do całkiem dużego, tekturowego pudełka, z którym za bardzo nie miałem co zrobić po odpakowaniu gry. Obecnie gry PC wydawane są już w zgrabnych, niewielkich pudełkach, w których nie ma miejsce na hulający wiatr i martwienie się o przechowywanie. Nietrudno też zauważyć, że obecnie dąży się do ekologicznego podejścia w produkcji, m.in. przez zastosowanie bardziej ekologicznych materiałów (np. płyty CD wydawane w tekturowych opakowaniach, tzw. eco-style) lub dążenie do ograniczania niepotrzebnego niszczenia środowiska naturalnego. Nietrudno nie zauważyć, że produkcja (większe zużycie materiałów i energii) i transport (większe zużycie paliwa) dużych pudeł nie mają po drodze z takim podejściem.

Bezczelny marketing

Nie chcę, żeby zabrzmiało to zbyt mocno, ale zaryzykuję twierdzenie, że zbyt duże pudła z grami (w stosunku do zawartości) to przejaw, że tak to określę, bezczelnego marketingu, czyli podejścia, że najważniejsze jest skuteczne reklamowanie produktu (co prowadzi do sprzedaży), bez zbytniego przejmowania się, że jest to niewygodne lub irytujące dla klientów i społeczeństwa. Bo w końcu społeczeństwo się przyzwyczai i przestanie zwracać większą uwagę, a reklama działa. Taki marketing to dla mnie np. wielka reklama (płachta wisząca na kilkupiętrowym budynku) prezerwatyw wisząca w centrum Warszawy, 30-minutowe bloki reklamowe przed seansem w kinie, albo ruchome reklamy dookoła boiska na transmitowanych w telewizji meczach piłkarskich, które utrudniają oglądanie gry (ja takich meczy niestety nie potrafię oglądać). Co gorsze, działa tu efekt widza wstającego na stadionie, żeby mieć lepszy widok. Jeśli za chwilę wstanie kilkoro kolejnych, a potem następni, to za chwilę nie da się już mieć dobrego widoku, siedząc na ławce. Jeśli zatem wszyscy zaczną stosować tak agresywne formy reklamy, to te mniej agresywne stają się nieskuteczne. Podobnie z pudełkami do gier. Skoro większość wydawców wydaje gry w dużych pudełkach, to nasza, wydana w małym, nie będzie  zbyt dobrze prezentować się na półce w sklepie w ich sąsiedztwie.

Może jednak czasem duże lepsze?

Dyskusja o wielkości pudeł zdarzała się już kilka razy na forum gry-planszowe.pl Padały wtedy stwierdzenia ze strony niektórych wydawców, że badania wykazują, że część klientów (zapewne chodzi bardziej o pierwszych planszówkowych klientów, niż miłośników i znawców planszówek, którzy juz kilka gier mają) jednak woli dostać grę w dużym pudełku. Takie podejście może mieć sens jeśli kupujemy komuś grę na prezent, zwłaszcza dzieciom (większa gra lepiej się, nomen omen, prezentuje) albo chcemy usprawiedliwić przed drugą połówką, że wcale tak dużo nie zapłaciliśmy, bo to przecież jest duża gra ;-). Ale nie wyobrażam sobie, żeby w sytuacji posiadania kilku gier i kupowania sobie kolejnej, gracz wolał duże pudełko, w którym dominuje niepowtarzalna atmosfera planszówkowa (czytaj: powietrze) zamiast zgrabnego i dopasowanego do zawartości.

Co dalej?

No właśnie, ciekawe jak będzie wyglądać wydawanie gier w najbliższych latach? Czy przerośnięte pudła będą trwać na posterunku, czy może wydawnictwa zaczną się chwalić, że wydają grę w zgrabnym pudełku, które łatwo można ze sobą zabrać, wolnym od zbędnego powietrza. Oby, bo takie podejście może wszystkim wyjść tylko na dobre.